Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drogo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drogo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

House of Sushi (Łódź, Piotrkowska)

typ lokalu: sushi bar
lokalizacja: Łódź, Piotrkowska 89
kuchnia: sushi, kuchnia japońska
poziom cen: drogo
subiektywna ocena w skali 1-6: 5+
www: House of Sushi

Panie i panowie, chyba mamy zwycięzcę!
Cieszymy się wszyscy, że w Łodzi można zjeść coraz lepsze sushi - jeśli miałabym wybierać, to wahałabym się tylko między Gejszą a House of Sushi właśnie, jednak z lekkim wskazaniem za HoS. Wygrywa przede wszystkim ciekawym, niebanalnym menu, gdzie poza tradycyjnym sushi znajdziemy naprawdę spory wybór dań nie do końca konwencjonalnych, ot choćby flying duck roll (maki z pieczoną kaczką w delikatnym sosie) czy fusion beef roll (z wołowiną w delikatnym sosie musztardowym).

Wnętrze typowe do bólu, nie ma się do czego przyczepić, ale też nie zaskakuje niczym szczególnym. Miła lokalizacja w bramie na Piotrkowskiej 89 (podobno najładniejsza brama na całej ulicy), spokojnie, bez przechodniów zaglądających w talerz.

Obsługa bez zarzutu, spełnia wszystkie życzenia klientów bez komentarza ani nawet zbędnego zdziwienia.

Samo jedzenie - szczerze - bardzo dobre.
Próbowaliśmy wspomnianego
fusion beef roll i pieczonej krewetki w tempurze z łososiem (fashion ebi tempura), i jedno, i drugie mogę z czystym sumieniem polecić (choć w krewetce mogłoby być ciut więcej krewetki...). Z dań japońskich - pieczona na chrupko kaczka była pyszna, krewetki teryaki całkiem niezłe.

Z bólem serca, ale nie mieliśmy możliwości skosztować alkoholi. Następnym razem na pewno nadrobimy ten błąd.

Na pewno będziemy wracać.
Nie daję 6 tylko dlatego, że na 6 oceniłam warszawską Sakanę, której smaki pozostają póki co niedoścignionym ideałem. No i za ceny. Trochę za drogo jednak.





niedziela, 16 maja 2010

7 portes (Barcelona)

typ lokalu: restauracja
lokalizacja: Pg Isabel II, 14, Barcelona
kuchnia: katalońska
poziom cen: wysoki
subiektywna ocena w skali 1-6: 5

170 lat historii mówi samo za siebie.
W porze obiadowej i kolacyjnej restaurację oblegają tłumy (choć raczej tłumy turystów), na stolik trzeba czekać na zewnątrz, na ulicy. Niezbyt uprzejmy kelner wskazuje palcem, kto następny wchodzi - czy naprawdę bar, gdzie można wypić aperitif byłby zupełnie od rzeczy?

Obsługa wewnątrz wciąż nie powala przesadną troską o klienta, ale jest profesjonalna, większych gaf nie odnotowaliśmy.

Jedzenie wynagradza wiele.
Świetne dania kuchni katalońskiej, wiadomo - przekąsek zimnych i ciepłych do woli, ogromny wybór ryb i owoców morza, przyzwoity mięs, na deser koniecznie catalan creme brulee!
Bardzo ciekawa selekcja win, obsługa potrafi doradzić i w tej kwestii.

I chociaż miejsce nieco nadęte i chyba zachłyśnięte swą sławą, to sława całkiem zasłużona i nie powiem, wróciłabym na tę paellę z przyjemnością.

7 portes

sobota, 24 kwietnia 2010

Sakana again

Z tego wszystkiego w trybie pilnym udaliśmy się do Sakany, ,po Zielonym Chrzanie musieliśmy natychmiast przypomnieć sobie, jak smakuje sushi. I z niekłamaną przyjemnością stwierdzam, że maki z krewetką w tempurze i z grillowanym łososiem, poprawione na deser omletem z łososiem, grzybami i mango wciąż rulez. Yeah.

środa, 14 kwietnia 2010

L'Ecru (Łódź Manufaktura)

typ lokalu: restauracja
lokalizacja: Łódź, ul. Karskiego 5
kuchnia: francuska, europejska
poziom cen: drogo!
subiektywna ocena w skali 1-6: 6

Podobno najlepsza łódzka restauracja, przynajmniej za taką chciałaby uchodzić. Na pewno najdroższa ;) Cóż, subiektywnie można sobie myśleć, co się chce, obiektywnie - nie ma się do czego przyczepić. Kuchnia francuska najwyższej próby.

Wnętrze urządzone "na bogato", ale ze smakiem. Miękkie, wyściełane krzesła, długie obrusy, lustra w zdobionych ramach, kryształy. Wszystko w tytułowej kolorystyce ecru. Pięknie, tylko mamy dziwne wrażenie, że goście ubrani w inne barwy psują im wystrój. Albo wtapiasz się w tło, albo odstajesz, ostrzegam lojalnie. Nam się zdarzyło raz przyjechać motocyklem, miałam ochotę wepchnąć swój kask pod stół, żeby nie drażnił wrażliwych na piękno ócz pozostałych gości.

Obsługa - na najwyższym poziomie. Nie ma co zagłębiać się w szczegóły, to są profesjonaliści i doskonale wiedzą, co robią. A do tego zdają się czytać w myślach klientów, co właściwie chyba jest częścią ich treningu zawodowego. Albo powinno być.

Jedzenie... Jesteście głodni? To nie czytajcie dalej.
Oczywiście bułeczki własnego wypieku, z suszonymi pomidorami i jakie tylko, do tego oliwa, masełko i co kto sobie życzy. W ramach czekadełka podano sorbet z ogórków zielonych z kwaśną śmietaną (tak, PRAWIE jak mizeria). Potem zupa krabowa z pół-słonym masłem. Pierożki z burgundzkimi ślimakami i opiekane carpaccio z krewetek podane z Wyborową. Ale co tam, wszystko to przestało mieć znaczenie, kiedy wjechał Stek. Tak, to był Stek przez wielkie S. Z puree ziemniaczanym i czarną truflą. Gdyby mi wtedy zadano pytanie "jedzenie czy seks"... Cóż, powiedzmy sobie szczerze, dzieci by z tego nie było.

Wybór win nie pozostawia nic do życzenia.
Wybór deserów podobnie, klasyczne gaeau au chocolat rozpływa się na podniebieniu, jak powinno się rozpływać. Brakuje tylko kanapy, na której można by uciąć drzemkę po takiej rozpuście.

Tylko cholera, drogo.
Powiedziałabym nawet, że bardzo.
Ale cóż, niektórzy jedzą, żeby żyć - ja odwrotnie.


http://www.lecru.pl/

Hana Sushi (Łódź Grand Hotel)

typ lokalu: restauracja japońska
lokalizacja: Łódź, ul. Piotrkowska 72
inne lokalizacje: Gdynia, Katowice, Opole, Piotrków Trybunalski, Poznań, Warszawa, Wrocław
kuchnia: japońska, sushi
poziom cen: dania główne od 20 zł
subiektywna ocena w skali 1-6: 4

Duże, przestronne, jasne i eleganckie wnętrze, kilka stolików ukrytych w zakamarkach sali, więc można zjeść w kameralnej atmosferze. Bez typowego pływającego baru i przez to trochę bez klimatu, niestety.

Jedzenie poprawne, pyszne zupy w ogromnych porcjach (kto zje prawie litr zupy??) na plus, sushi dobre, ale nie powala.

Na minus - w knajpie zajęte były dwa stoliki, a i tak w ciągu wieczora musiałyśmy dwa razy wstać i szukać kelnerki, żeby domówić wino, ani razu nie zainteresowała się "czy wszystko w porządku".

Drugi minus - koszmarnie niewygodne stoliki bez miejsca na kolana. Serio, bardzo psuje to komfort jedzenia!

Na plus - karta ze zdjęciami każdej pozycji - początkującym amatorom sushi bardzo ułatwia wybór ;)

Nie próbowałam dań kuchni japońskiej, może następnym razem.
O ile będzie następny raz.

http://www.hanasushi.pl/

niedziela, 28 marca 2010

Sakana Sushi Bar (Warszawa, plac Teatralny)

typ lokalu: sushi bar
lokalizacja: Warszawa, ul. Moliera 4/6
inne lokalizacje: Wrocław, Poznań, Kraków, Katowice
kuchnia: japońska, sushi
poziom cen: dania główne od 20 - bez limitu ;)
subiektywna ocena w skali 1-6: 6

Cytując Gazete Wyborczą:
Sushi w Sakanie należy do najlepszych w mieście - biorąc poprawkę na to, że nie jesteśmy w Tokio, trudno mieć zastrzeżenia do jakości ryb. Z sympatycznymi mistrzami sushi można sobie uciąć pogawędkę niczym z dobrym barmanem; wytłumaczą, co jemy i w jaki sposób powinniśmy to jeść, zaproponują nowy niecodzienny rodzaj sushi. Można się też z nimi zawczasu umówić na przygotowanie jakiegoś superspecjalnego przysmaku.
Nie byłam co prawda w Japonii, ale sushi na Moliera jest absolutnie najdoskonalszym, jakie zdarzyło mi się jeść.

Knajpka jest miniaturowa, typowy pływający bar, kilkanaście wysokich stołków. Nie ma dodatkowych stolików, nie ma możliwości zarezerwowania miejsc (przynajmniej na Moliera, w innych lokalizacjach tak). To chyba jedyny minus.

Kucharze potrafią zaszaleć ;)
Tamtejsze jedzenie na pewno nie jest nudne, nawet jeśli niektórym się wydaje, że to tylko surowa ryba.

Szczególnie polecam - wybór sashimi i maki z krewetką w tempurze lub maki z grillowanym łososiem (to dla tych dziwaków, którzy kręcą nosem na tę surową rybę). Dla tych, którzy z ryb najbardziej lubią steki - sushi z wołowiną.

Na deser - maki w omlecie na słodko, z grillowaną rybą (łosoś, maślana, węgorz - wedle życzenia), ze świeżymi malinami i burbonem. Niezapomniane doznania smakowe.

Do tego świetny wybór herbat (
biała z rumiankiem lub zielona z prażonym ryżem) i alkoholi.

Napisałabym więcej, ale - możecie sami sprawdzić - w tym lokalu mogłoby nie być nic, poza jedzeniem. Wobec takiej doskonałości wszystko inne w jednej chwili przestaje mieć znaczenie, właściwie przestaje istnieć. Jesteś tylko Ty i Twoja ryba. I orgazm kubków smakowych, wielokrotny.

Po tysiąckroć WARTO, nawet jeśli nadszarpnie nasz budżet tak mocno, że do końca miesiąca będziemy żywić się suchymi naleśnikami ;)


http://www.sakana.pl/